wtorek, 16 czerwca 2015

Filcowy piesek

        Zaczynam urlop. Dwa tygodnie wolnego to nie byle co. Ale czy wolne jedynie od pracy można nazwać WOLNYM tak w ogóle? Przecież nie położę się na kanapie i nie będę tak odpoczywać. Dlaczego? A no dlatego, że nie umiem. To mnie po prostu męczy. W ogóle odpoczywanie w pierwotnym tego słowa znaczeniu jest mi obce. Najlepszą i najskuteczniejszą jego formą jest sen w nocy. Najważniejsze, żeby był nieprzerwany. Nie doliczam porannych drzemek w samochodzie w drodze do pracy, bo to się liczy jeszcze jako noc. Taki stan rzeczy wynika trochę z wyboru, trochę z przymusu, a trochę z natury, jaką zostałam obdarowana. Co do mojej natury to dyskusji nie ma- nie przeskoczę tego. Jeśli chodzi o przymus to chyba wiele mam, lub po prostu zapracowanych ludzi przyzna, że w pewnych sytuacjach na "odpoczynki leżące" nie ma po prostu miejsca. Zawsze goni jakaś irytująca myśl, że coś jest jeszcze do zrobienia. Na tym zakończę ten swój nudny wywód, bo zaraz się okaże, że nawet noc przegapiłam.
                                                   
                                                                            ***
      A dla tych, co nie czytają, tylko oglądają dziś mój pierwszy notatnik cały w filcu. Szyty ręcznie psiak pilnuje sekretów zapisywanych w środku. Gdyby był mój, to na pewno znalazły by się w nim wszystkie pomysły i rzeczy, które nie pozwolą się nudzić. Ale nie jest mój, bo szewc podobno bez butów chodzi. 







piątek, 12 czerwca 2015

DIY- małe zmiany, duże efekty

       Pomyślałam, że pokażę Wam mój ulubiony sposób modyfikacji ubrań. Może "modyfikacja" to za duże słowo...prędzej zmiana. Mniejsza lub większa, zawsze bardzo mnie cieszy. Ciesz mnie tym bardziej, jeśli mogę w nudny już lub sfatygowany ciuch tchnąć odrobinę nowego życia.
       Przeróbki mają tę fantastyczną zaletę, że są tysiące możliwości. Jak nie więcej. Odrobina wysiłku i mamy COŚ, czego nie ma nikt inny. A przecież nie lubimy wyglądać tak samo. Idziesz sobie na imprezę/ulicą i idzie laska w takich samych spodniach, co Ty. I co się wtedy dzieje?? "O Jezu, na pewno ja mam w nich większy tyłek niż ona!".
       Zdaję sobie sprawę też z tego, że nie każdy może szyć i przerabiać na wyższym lewelu. Nie każdy się do tego nadaje, tak, jak nie każdy jest w stanie skonstruować silnik odrzutowy. Nie i koniec. Sama wiele razy musiałam wyrzucać owoce mojej radosnej twórczości, bo mówiąc delikatnie po metamorfozie nadawały się do: NICZEGO.
       Ale oto przychodzi ratunek, a może raczej podpowiedź z mojej strony, co może zrobić każdy i efekt będzie zadowalający. Nie jest to może nie wiadomo jaki HENDMEJD, ale właśnie o to chodzi, żeby przy małym nakładzie pracy i środków stworzyć coś fajnego. Daję gwarancję jakości, że po takim zabiegu każdy spyta: "a gdzie kupiłaś??". I wtedy pojawia się duma i satysfakcja, jako efekty uboczne naszej kreatywności.

    Do rzeczy- uwielbiam ćwieki! Są tanie trwałe, łatwo dostępne i falami, co kilka sezonów bardzo modne. Poniżej przykładowa, delikatna metamorfoza koszuli mojego Urwisa. Nic jej nie dolegało, szczerze mówiąc bardzo ja lubię, ale chciałam nadać jej troszkę inny charakter. A czy się udało sami oceńcie:







środa, 3 czerwca 2015

Pracochłonne scrapki

        Jakoś tak już jest u mnie, że najwięcej czasu zawsze pochłaniają u mnie wytwory scrapbooking'owe. Nie wiem dlaczego. Może wynika to z tego, że tak długo ślęczę nad szablonem, albo nad doborem kolorów. Ktoś by pomyślał: "nie przesadzaj, przecież to zwykle wycinanki". No właśnie chyba nie, bo im więcej czasu spędzam nad kartką, tym jestem bardziej zadowolona. Nigdy nie przemawiały do mnie bogate, wielowymiarowe kartki. W sumie to nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobały. Po prostu myślałam, że to nie dla mnie. Co do zasady wolę prostsze formy. Tym razem zostałam poproszona o coś wyjątkowego i pomyślałam, że takie proste to to nie może być. WSZAK okazja nie byle jaka, bo Komunia Święta i jest szansa, że obdarowana osoba będzie sobie czasem dzięki niej wracać wspomnieniami do tego dnia. A jak już tak wyczyniłam kartkę, to pomyślałam, że pudełko do niej jest niezbędne.

      Nie mam zbyt wielu gadżetów do scrapbookingu i prawie wszystko musiałam wyczyniać sama. Jedynymi użytymi przeze mnie półproduktami są rozetki IHS.






poniedziałek, 18 maja 2015

Skrzyneczka

     Dziś bez wstępów, bo weny brak. Czasem tak się zdarza, że śpię cały dzień. Niestety na jawie, bo trzeba iść do pracy czy tez ogólnie coś robić. Nie ma lekko, bo nie tylko dorośli, a i ci najmniejsi od samego początku mają obowiązki. Taki dajmy na do dwuipółlatek wstaje rano o 6.00 i nie narzeka- dzielnie maszeruje do swojej pracy. To może i ja nie będę jęczeć.

                                                                               ***

   
     Ostatnio coraz więcej decoupage'u. Wracam do niego z przyjemnością. Musiałam odrobinę odpocząć od drewna, farb, kleju i ogólnie pojętego bajzlu, jaki przy okazji robię. Jak widać wracam i to z przyjemnością. Czasem fajnie jest się tak upaprać.
      "ŚLUBNE" ciąg dalszy. Dziś na specjalne zamówienie drewniana skrzyneczka na wino. Bo wino dobre JEST!!








poniedziałek, 11 maja 2015

100 lat Młodej Parze!

       Zrobiło się zielono, zapachniało bzem i jak co roku rozpoczął się na dobre sezon ślubny. Po wielu długich przygotowaniach i stresach wiosenni nowożeńcy mogą w końcu powiedzieć sobie sakramentalne TAK w blasku majowego słońca.

      Tradycyjnie już staram się dołożyć swoja cegiełkę do ślubnego tak zwanego biznesu. Brzmi komercyjnie, ale jak ja to lubię! Coraz bardziej popularne są "Wedding Boxy", czyli pudelka ślubne. Jest to taki sprytny wynalazek, który ułatwia odrobinę życie świadkom i to właśnie do niego pakuje się życzenia od gości. Wszystko jest w jednym miejscu, zabezpieczone przed różnymi zagrożeniami, np deszczem. Moje Wedding Boxy spełniają też dodatkową funkcję- w przyszłości mogą strać się skrzynia skarbów i pamiątek, nie tylko ślubnych, ale i życiowych. Drewniana skrzynka z wiekiem powinna się sprawdzić na lata.

      Coraz bardziej popularne są podziękowania dla gości. Taki drobny gest, dzięki któremu miło wspomną TEN dzień, a para młoda ma szansę wyrazić swoją wdzięczność za ich obecność.
Tak naprawdę może to być wszystko: zdjęcie, czekoladki, figurki. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. Moja propozycja to małe drewniane serduszko, zdobione ręcznie tak zwanym decoupage'em.

       Stado serduszek liczyło sobie aż 68 sztuk. Fajnie się prezentowały razem i mam nadzieję, że gościom weselnym też przypadły do gustu.

       Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Nowożeńcom jeszcze raz Wszystkiego najlepszego na Nowej Drodze Życia!!!!














sobota, 9 maja 2015

Drapany w złocie chustecznik

        Pogoda od jakiegoś czasu sprzyja wszelkim aktywnościom. Pięknie to widać na każdym kroku. Spacerują grupami i pojedynczo. Najwięcej widać nowiutkich wózków z zupełnie nowiutkimi bobasami w środku. A jak mnie cieszy widok tatusiów w liczbie np dwóch, pchających wózki. I widok ten nie był by aż tak niezwykły, gdyby nie fakt, że spacerują sami. W takim momencie zastanawiam się gdzie są mamusie. No właśnie, co może robić taka mamusia, gdy ma do dyspozycji dajmy na to 2 godzinki dla siebie?
Zakupy?
Fryzjer?
Kawa?
A może po prostu drzemka?

      Myślę, że jakieś 80% silnych i nowoczesnych kobiet w takiej sytuacji zmywa naczynia po obiedzie, ładuje pranie do pralki, odkurza lub ewentualnie przebiera pościel. Taaa.....to takie życiowe.
Ale gdzie jest pozostałe 20%? Na pewno część z nich doszła do wspaniałego wniosku, że zasłużyły na kąpiel, drzemkę albo na manikiur. I to jest całkiem w porządku. Mamy drogie kochane- pamiętajcie proszę jedno- to, że wokół sterty garów i prania nie znaczy, że nie zasługujecie na przyjemności. Ale wszystko z umiarem. Myślę, że tak w stosunku 7:3. Siedem części prac domowych do trzech zupełnie niedomowych.

     Nie mogłabym nie wspomnieć o niewielkim ułamku osób, które mając dużo rzeczy do zrobienia, miotają się w kółko nie wiedząc w co ręce włożyć. Rezultat bywa taki, że nie robią nic. Ani dla siebie, ani dla domu. Przyznaję się, piszę z własnego doświadczenia. Zdarzało się i tak. Ale organizacji można się nauczyć i może.....kiedyś się nauczę ;-))

                                                                          ****

Ten chustecznik jakoś tak wyjątkowo kojarzy mi się barokowo. Skojarzenie bardzo luźne, ale zawsze. Na pewno przez złoty kolor i bogaty wzór na górze. Żeby nie było tak dokładnie i co ważniejsze, żeby było po mojemu jest odpowiednio obdrapany i ma kokardę. Mam nadzieję, że się podoba.





środa, 1 kwietnia 2015

Prima Aprilis

          Taki żarcik. Pierwszego kwietnia wypadało by zrobić, powiedzieć lub pokazać coś zabawnego.
A to coś zabawnego w moim wykonaniu. Tak mi się przynajmniej wydaje.