Ostatnio przeczytałam gdzieś, że wybór imienia dla dziecka może być bardzo refleksyjnym momentem. Pomaga podobno uświadomić sobie jak bardzo nie znosimy pewnych ludzi. Jak bardzo sugerujemy się tymi, których znamy i w jakim stopniu wiedza na temat tych osób wpływa na nasz wybór. Może cos w tym jest, ale czy aby na pewno warto się sugerować niezbyt obiektywnymi opiniami?
Jak to jest w ogóle z tymi wyborami? Czy imię, które nadamy dziecku ma jakikolwiek wpływ na to, jakim będzie człowiekiem? Wydaje mi się, że nie. Znam kilka osób o dość oryginalnych imionach i na tej podstawie mogę powiedzieć jedno.
Z pewnością to nie imię świadczy o tym, jak ktoś będzie postrzegany.
To konkretna osoba sprawia, że imię staje się fantastyczne, fajne, dobrze się kojarzy, czy może wręcz przeciwnie.
Co trzeba więc zrobić, żeby dziecko miało fajne imię?
Trzeba mieć fajne dziecko.
I kropka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transfer. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 listopada 2016
wtorek, 18 października 2016
Zaspana, ale sie trzymam.
Już myślałam, że sezon ślubny zakończony, a tu w dalszym ciągu końca nie widać. Jeszcze napływają do mnie prośby o choćby życzenia. Nie mogę niestety spełnić ich wszystkich, bo mój dzień jest po prostu na to za krótki. Ten kończący się już powoli rok przerósł moje oczekiwania i naprawdę mnie zaskoczył. Ilość zamówień i pochwał dodaje skrzydeł i sprawia, że czasami zapominam, że o 1ej w nocy to normalni ludzie już śpią... Ja, jak prawdziwy skrzat najbardziej lubię pracować wieczorami, a nawet nocą. Jak mnie już tak wciągnie to kompletnie zapominam o zmęczeniu i wtedy najlepiej mi idzie. W przyrodzie nic nie ginie i efektywne wieczory przynoszą opłakane poranki. Nieprzytomny wzrok przed południem to mój znak rozpoznawczy.
Ale za to mogę pokazać Wam na przykład taki właśnie wedding box.
Prosty i elegancki.
Ale za to mogę pokazać Wam na przykład taki właśnie wedding box.
Prosty i elegancki.
piątek, 14 października 2016
Niezbędnik nowożeńców
Często przy okazji przygotowywania ślubnych gadgetów wspominam swój własny "najważniejszy dzień". Wydaje się, jakby to było wczoraj, a kilka dni temu obchodziliśmy piątą rocznicę. Pamiętam dokładnie (chyba) wszystkie szczegóły. Było skromnie kameralnie i ku mojemu zdziwieniu- bardzo spokojnie.
Nie było motywu, ani koloru przewodniego. Żadnych wedding box'ów, szkatułek na obrączki, małżeńskich wieszaków, ani nic z tych rzeczy. Zastanawiam się dlaczego... Może nie miałam wtedy jeszcze pojęcia o takich rzeczach, a może jeszcze ich nie było? Być może w ogóle nie przejawiałam zainteresowania dodatkowymi ozdobnikami. Jedno jest pewne. Gdybym ślub brała dziś- byłby full serwis. I wszystko zrobiłabym sama. Teraz za to z pozytywnym nastawieniem i mnóstwem pomysłów w głowie dokładam swoje trzy grosze do wielu ceremonii. Jestem w pewnym sensie "obecna" przy przygotowaniach, składaniu życzeń, ofiarowywaniu prezentów, a nawet dość długo po ślubie.
I to mnie niezmiernie cieszy.
Cieszy mnie tez zaufanie, jakim jestem obdarzana.
"Zdaję się na Ciebie- na pewno będzie pięknie"- to dla mnie najwyższa forma komplementu.
I tak było i tym razem. poznałam jedynie odrobinę informacji, zarys pomysłu i wyszło super.
Przesądni niech zdjęć nie oglądają, bo żeby pokazać "działanie" szkatułki na obrączki, musiałam włożyć do niej nasze własne. I o mało nie pojechały do nowych właścicieli z całym zestawem ;-)
Nie było motywu, ani koloru przewodniego. Żadnych wedding box'ów, szkatułek na obrączki, małżeńskich wieszaków, ani nic z tych rzeczy. Zastanawiam się dlaczego... Może nie miałam wtedy jeszcze pojęcia o takich rzeczach, a może jeszcze ich nie było? Być może w ogóle nie przejawiałam zainteresowania dodatkowymi ozdobnikami. Jedno jest pewne. Gdybym ślub brała dziś- byłby full serwis. I wszystko zrobiłabym sama. Teraz za to z pozytywnym nastawieniem i mnóstwem pomysłów w głowie dokładam swoje trzy grosze do wielu ceremonii. Jestem w pewnym sensie "obecna" przy przygotowaniach, składaniu życzeń, ofiarowywaniu prezentów, a nawet dość długo po ślubie.
I to mnie niezmiernie cieszy.
Cieszy mnie tez zaufanie, jakim jestem obdarzana.
"Zdaję się na Ciebie- na pewno będzie pięknie"- to dla mnie najwyższa forma komplementu.
I tak było i tym razem. poznałam jedynie odrobinę informacji, zarys pomysłu i wyszło super.
Przesądni niech zdjęć nie oglądają, bo żeby pokazać "działanie" szkatułki na obrączki, musiałam włożyć do niej nasze własne. I o mało nie pojechały do nowych właścicieli z całym zestawem ;-)
Etykiety:
chippy look,
decouapege,
decoupage,
home decor,
imię,
kokardka,
schabby chic,
serce,
skrzynka,
szkatułka,
ślub,
transfer,
wedding box,
wieszak,
wieszaki,
zamiast kwiatka,
życzenia
piątek, 3 czerwca 2016
Zamiast kwiatka
Podobno pogoda w dzień ślubu wyznacza, czy przez wspólne życie będzie prowadzić nas słońce, czy też może deszczowe chmury. Co tam przesądy- wagę stanowi to, żeby nie trzeba było biegiem pędzić z kościoła do samochodu, żeby ślub w plenerze nie okazał się kompletną klapą, a jazda bryczką nie przyczyniła się do demakijażu Panny Młodej. Ci, którzy pobierają się w ten weekend są szczęściarzami, bo zapowiada
się naprawdę pięknie. Bezchmurne niebo i słońce to wymarzona pogoda na
taką uroczystość. Niby tak, ale zdarza się, że młodzi są tak pozytywnie nakręceni, że nie zauważają, że pogoda nie jest taka, jaka wymarzyli sobie wszyscy goście.
Piszę z własnego doświadczenia.
Podobno na moim ślubie było bardzo zimno.
Podobno...
Kwiaty zwiędną, lub co gorsza zostaną przez brak miejsca gdzieś zostawione (tak, bywają takie przypadki).
Kupony totolotka? Nie słyszałam jeszcze, żeby jacyś nowożeńcy wkroczyli na nowa drogę życia jako milionerzy. Całkiem niezłym pomysłem jest butelka wina lub karma dla zwierzaków ze schroniska.
Idea #zamiastkwiatka bardzo mi się podoba, ale zawsze można wymyślić od siebie coś, co wyróżni nas spośród gości. Jest szansa, że to właśnie nasz upominek zostanie zapamiętany i może wspominany przez długie lata.
Co powiecie na taki zestaw?
Piszę z własnego doświadczenia.
Podobno na moim ślubie było bardzo zimno.
Podobno...
Kwiaty zwiędną, lub co gorsza zostaną przez brak miejsca gdzieś zostawione (tak, bywają takie przypadki).
Kupony totolotka? Nie słyszałam jeszcze, żeby jacyś nowożeńcy wkroczyli na nowa drogę życia jako milionerzy. Całkiem niezłym pomysłem jest butelka wina lub karma dla zwierzaków ze schroniska.
Idea #zamiastkwiatka bardzo mi się podoba, ale zawsze można wymyślić od siebie coś, co wyróżni nas spośród gości. Jest szansa, że to właśnie nasz upominek zostanie zapamiętany i może wspominany przez długie lata.
Co powiecie na taki zestaw?
Etykiety:
chippy look,
decouapege,
decoupage,
home decor,
kokardka,
schabby chic,
scrapbooking,
ślub,
transfer,
wedding box,
wieszak,
wieszaki,
życzenia
poniedziałek, 29 lutego 2016
Akcja Reanimacja: szkatułka na skarby
Każdy ma jakiegoś świra. Istnieje jeden konkretny rodzaj świrów, którzy maja misję życiową, niepozwalającą im przejść obojętnie obok obiektu swoich zainteresowań. Na pewno każdy z nas zna chociaż jedną kociarę, aktywistę ratującego bezdomne psiaki czy też miłośnika książek, chcącego posiadać je wszystkie. Moja uwagę zaprzątają wszystkie przedmioty potrzebujące odnowienia. Restaurowanie to troszkę zbyt wiele powiedziane, ale już odświeżanie w moim przypadku brzmi odpowiednio. Uwielbiam się znęcać zwłaszcza nad przedmiotami użytkowymi, takimi, jak szkatułki, pudełka, krzesła, a nawet małe meble. Skoro ktoś poświęcił sporo trudu i swojego czasu na ich wykonanie to nie można skazywać na śmietnik, dajmy na to krzesła, tylko dlatego, że jest stare. Mam na myśli porządne ładne przedmioty, a nie jakąś tandetę.
Dla potwierdzenia dziś jedna z moich przemian. Szkatułka sama w sobie śliczna. Cztery szufladki zakończone serduszkami- idealne do przechowywania dziewczęcych skarbów. Żadnych ubytków czy uszkodzeń. Wszystko niby ok, ale jakoś tak....nie do końca.
Brudnoszary kolor (który na zdjęciu wygląda jeszcze jako tako) i te ceglane serduszka do niczego nie pasowały. W sumie muszę przyznać, że to reanimacja z tych przyjemniejszych, bo zmianie uległ tylko kolor. Trzeba ją było wyszorować i na samym początku zabezpieczyć powierzchnię.
Surowe stare drewno chłonie z otoczenia pewne zanieczyszczenia i oddaje je później na farbę w postaci okropnych żółtych plam.
Żadna filozofia- ja używam do tego zwykłego gruntu do ścian, który pozostał po ostatnim malowaniu kuchni. Sprawdziłam- działa idealnie.
Następnie już standardowo: Czarny podkład, wosk, kilka warstw białej akrylowej, przecieranie i koniec.
Troszkę zabawy było z małymi powierzchniami, ale w sumie poszło sprawnie.
I JAK??
A może znajdzie się ktoś, komu bardziej przypadł do gustu jej stan pierwotny?
A na koniec mały BONUS- niespodzianka dla nowej właścicielki.
Moja zabawa z transferem rozkręca się....
Dla potwierdzenia dziś jedna z moich przemian. Szkatułka sama w sobie śliczna. Cztery szufladki zakończone serduszkami- idealne do przechowywania dziewczęcych skarbów. Żadnych ubytków czy uszkodzeń. Wszystko niby ok, ale jakoś tak....nie do końca.
Brudnoszary kolor (który na zdjęciu wygląda jeszcze jako tako) i te ceglane serduszka do niczego nie pasowały. W sumie muszę przyznać, że to reanimacja z tych przyjemniejszych, bo zmianie uległ tylko kolor. Trzeba ją było wyszorować i na samym początku zabezpieczyć powierzchnię.
Surowe stare drewno chłonie z otoczenia pewne zanieczyszczenia i oddaje je później na farbę w postaci okropnych żółtych plam.
Żadna filozofia- ja używam do tego zwykłego gruntu do ścian, który pozostał po ostatnim malowaniu kuchni. Sprawdziłam- działa idealnie.
Następnie już standardowo: Czarny podkład, wosk, kilka warstw białej akrylowej, przecieranie i koniec.
Troszkę zabawy było z małymi powierzchniami, ale w sumie poszło sprawnie.
I JAK??
A może znajdzie się ktoś, komu bardziej przypadł do gustu jej stan pierwotny?
Moja zabawa z transferem rozkręca się....
Etykiety:
akcja reanimacja,
chippy look,
decouapege,
decoupage,
home decor,
marynarski styl. pokój dziecięcy,
pokój dziecięcy,
schabby chic,
serce,
skrzynka,
szkatułka,
transfer,
zmiany
środa, 24 lutego 2016
DIY: zrób sobie napis na poduszce, czyli transfer na tkaninie.
Dziś sposób w jaki, możemy przenieść dowolnie wybrany przez nas napis lub grafikę na materiał. W dodatku tak prosty, że może go zrobić każdy i w każdej chwili.
Zabierałam się do tego strasznie długo.
Za długo.
Teraz, jak zobaczyłam, że zajęło mi to dosłownie 10 minut, to wyobrażam sobie ile fajnych możliwość straciłam przez moje ciągłe odwlekanie wszystkiego.
Istnieje kilka możliwości przenoszenia grafik na tkaninę- są nawet specjalne preparaty i papier transferowy, ale ja postanowiłam zacząć od najprostszego sposobu, który koszt tego DIY zredukuje prawie do zera.
Jest to możliwe, jeśli mamy w domu drukarkę laserową (to się zdarza) i zmywacz do paznokci (to się bardzo często zdarza). Poniżej kompletna lista rzeczy potrzebnych do wykonania transferu:
- materiał, nad którym będziemy się znęcać, w moim przypadku to poduszka z dresówki,
- wydruk z drukarki laserowej- dobrze, żeby był odwrócony- zwłaszcza, w przypadku napisu;
- taśma klejąca;
- zmywacz do paznokci;
- wacik;
- łyżka
Wydruk docinamy do odpowiedniego kształtu. Dobrze jest zostawić ok 1-2cm niezadrukowanej części papieru, żeby taśma klejąca nie zasłoniła naszej grafiki/napisu. zabezpieczamy też materiał od spodu, np folią lub kartonem.
Wacik nasączmy zmywaczem do paznokci, ale z umiarem. Lepiej na początek użyć za mało cieczy, niż zepsuć cały efekt. Jeśli dobrze przykleimy papier i nie będzie się ruszał, nie ma obaw o poprawki.
Można przystąpić do najważniejszej czynności, czyli odciśnięcia napisu. Należy to robić zdecydowanie, raz przy razie nasączać papier. Bardziej stemplować, niż mazać. Kartka papieru bardzo szybko stanie się przezroczysta.
Wtedy, za pomocą tak skomplikowanego narzędzia, jak łyżka możemy jeszcze mocno docisnąć wydruk, żeby mieć pewność, że na pewno wszystko wyszło ok. Zaglądamy do środka, wtedy też możemy zdecydować, czy cały zabieg trzeba powtórzyć.
Jeśli nie, to odklejamy delikatnie kartkę, a naszym oczom ukazuje się:
Transfer jest taki powiedziałabym troszkę wintyge'owy, jakby sprany, ale takie było założenie. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza zabawa tego typu i, że nie robiłam przedtem żadnych prób, wyszło świetnie.
Z resztą jak zawsze ocenicie sami.
SuperChłopak powiedział, że jest OK.
Zabierałam się do tego strasznie długo.
Za długo.
Teraz, jak zobaczyłam, że zajęło mi to dosłownie 10 minut, to wyobrażam sobie ile fajnych możliwość straciłam przez moje ciągłe odwlekanie wszystkiego.
Istnieje kilka możliwości przenoszenia grafik na tkaninę- są nawet specjalne preparaty i papier transferowy, ale ja postanowiłam zacząć od najprostszego sposobu, który koszt tego DIY zredukuje prawie do zera.
Jest to możliwe, jeśli mamy w domu drukarkę laserową (to się zdarza) i zmywacz do paznokci (to się bardzo często zdarza). Poniżej kompletna lista rzeczy potrzebnych do wykonania transferu:
- materiał, nad którym będziemy się znęcać, w moim przypadku to poduszka z dresówki,
- wydruk z drukarki laserowej- dobrze, żeby był odwrócony- zwłaszcza, w przypadku napisu;
- taśma klejąca;
- zmywacz do paznokci;
- wacik;
- łyżka
Wydruk docinamy do odpowiedniego kształtu. Dobrze jest zostawić ok 1-2cm niezadrukowanej części papieru, żeby taśma klejąca nie zasłoniła naszej grafiki/napisu. zabezpieczamy też materiał od spodu, np folią lub kartonem.
Wacik nasączmy zmywaczem do paznokci, ale z umiarem. Lepiej na początek użyć za mało cieczy, niż zepsuć cały efekt. Jeśli dobrze przykleimy papier i nie będzie się ruszał, nie ma obaw o poprawki.
Można przystąpić do najważniejszej czynności, czyli odciśnięcia napisu. Należy to robić zdecydowanie, raz przy razie nasączać papier. Bardziej stemplować, niż mazać. Kartka papieru bardzo szybko stanie się przezroczysta.
Wtedy, za pomocą tak skomplikowanego narzędzia, jak łyżka możemy jeszcze mocno docisnąć wydruk, żeby mieć pewność, że na pewno wszystko wyszło ok. Zaglądamy do środka, wtedy też możemy zdecydować, czy cały zabieg trzeba powtórzyć.
Jeśli nie, to odklejamy delikatnie kartkę, a naszym oczom ukazuje się:
Transfer jest taki powiedziałabym troszkę wintyge'owy, jakby sprany, ale takie było założenie. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza zabawa tego typu i, że nie robiłam przedtem żadnych prób, wyszło świetnie.
Z resztą jak zawsze ocenicie sami.
SuperChłopak powiedział, że jest OK.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































