czwartek, 7 września 2017

DIY: rodzinny portret inaczej

     Jak ja lubię rodzinne galerie. Najbardziej, te, na których widoczny jest upływ czasu. Skoro już wiadomo, że sentymenty to mój konik, to nie będę tłumaczyć, dlaczego powstają u mnie coraz to nowe pamiątki typu "za trzydzieści lat usiądę nad tym i będę beczeć". O odciskach łapek już tu kiedyś było. Jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam tu: KLIK.
    Skoro ta poprzednia powstała dwa lata temu, to pora na jakąś aktualizację. Tym razem nastąpiło paćkanie zbiorowe i mamy nowe "płótno" do rodzinnej galerii.
    Proces tworzenia był bardzo prosty, więc nie będę go opisywać. Wszystko jest widoczne #jaknadłoni. Jedynie rączka najmłodszej z rodziny nie została uwieczniona, bo nie znam jeszcze nikogo, komu udało się odbić odcisk dwumiesięcznej piąstki.
     Dodam tylko, że podkładem może być każde, byle sztywne podłoże. Ja wykorzystałam stary obrazek (płótno na drewnianej ramce), ale można to wykonać na tekturze, desce, czy oprawić w ramkę zwykłą kartkę papieru. Świetnie sprawdzi się również jako prezent, np na dzień babci/dziadka itp.
    Nie muszę chyba dodawać, że dzieci uwielbiają takie zabawy. Dla przykładu dziś moje starsze dziecko z uśmiechem na twarzy i całkowitą wiarą w swoje dobre intencje zapytało czy może takie samo dzieło odtworzyć, ale.....bezpośrednio na ścianie.
Dobrze, że zapytał....














środa, 30 sierpnia 2017

Notatnik indywidualny

   Tak, jak w poprzednim wpisie rzecz będzie dotyczyła szkoły.  Pamiętam doskonale ile emocji wywoływało coroczne kompletowanie wyprawki.
    I to wymowne, a jakie prawdziwe echo słów starszego pokolenia: "za moich czasów to nic nie było....". Prawda, a teraz jest wszystko- wszystko, co tylko dusza zapragnie. Dzieciory w szkole chwalą się, pokazują sobie nawzajem, kto ma bardziej wypasiony i bardziej kolorowy piórnik, tudzież plecak.
     A może tak coś innego? Może by tak pójść w stronę totalnego indywidualizmu. Nie wiem, jak Wy, ale ja wprost uwielbiam mieć w posiadaniu coś bardzo rzadkiego, indywidualnego. A gdy jest to jedyny egzemplarz, w dodatku dedykowany i tworzony specjalnie z myślą o mnie....?








czwartek, 24 sierpnia 2017

Kieszonkowa wersja Pana Misia

     Szkoła się zbliża. Nie chodzę już do niej od wielu lat, a mimo to, co roku prześladuje mnie tak samo o tej samej porze. Nie mam na myśli czasów studenckich, tylko prawdziwą "zwykłą" szkołę. Taką z lekcjami, podkreślaniem tematów, dzwonkiem na przerwę i sklepikiem szkolnym. Wbrew pozorom nie przypominają mi o tym bombardujące nas z TV reklamy plecaków i zeszytów. To coś, co o tej porze unosi się w powietrzu. Czy tylko ja czuję, jak pachnie zbliżający się wrzesień? Ten zapach pojawia się pod koniec sierpnia i na pewno zostaje z nami dość długo o ile jesień jest ciepła i słoneczna. Ten zapach mówi: "chyba nie pójdziemy już na plażę", pomimo wysokiej temperatury.
Uwielbiam jesień i pierwsze chłodniejsze dni. W tym roku chyba jednak wyjątkowo będę za latem tęsknić.
         
                                                                                 ***

     Kosmetyki, czasopisma, a nawet książki mają teraz swoje kieszonkowe mini wersje. Takie, które zawsze można wszędzie wziąć ze sobą. Są wygodne i podręczne.
     Czemu miałabym być gorsza. Powstała więc kieszonkowa wersja albumu pamiątkowego. Na pierwszym z nich zagościł nie kto inny, jak sam Pan Miś. Taki z niego ambasador moich wytworów.
Album mieści zdjęcia w formacie 10cm x 15cm. Ale można do tematu podejść bardziej kreatywnie. Może stać się pamiątką z wyprawy, miejscem na tajne zapiski lub pamiętnikiem szkolnym.